Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki. - recenzja książki Eleonora i Park Rainbow Rowell

Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki. - recenzja książki Eleonora i Park Rainbow Rowell



Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki.


Pod koniec wakacji miałam bardzo wielką ochotę na czytanie lekkich książek z nutą romansu, które nie wymagałyby od mojego mózgu intensywnej pracy i zastanawiania się nad życiem. Będąc na wyjeździe nie miałam zbyt dużego wyboru w lekturach dlatego kiedy na czytniku znalazłam "Eleonore i Parka" postanowiłam dać jej szansę i zobaczyć czy historia przypadnie mi do gustu. 

"Eleonora i Park" opowiada historię dwójki młodych ludzi, tytułowego Parka i Eleonory, którzy poznają się podczas jazdy szkolnym autobusem. Oboje są indywidualistami, którzy muszą zmierzyć się ze swoimi problemami oraz demonami, które usilnie starają się ukryć przed wzrokiem innych. Czy uda im się potwierdzić powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają czy może wręcz odwrotnie, obalą jego założenie?

Na początku muszę powiedzieć, że książki Rowell nie są wymagające i są idealne na ciepłe dni, albo leżakowanie pod kocem z gorącą czekoladą. Opowieści zawierają w sobie ważne, trudne treści, jednak są to pozycje głównie dla nastolatków dlatego wydaje mi się, że forma w jakiej przekazana jest historia nie będzie wymagająca dla bardziej doświadczonych czytelników. Opowieść o Eleonorze i Parku ma swój klimat. Od początku do końca wciąga nas w świat w stylu retro, co pozwala nam na oderwanie od obecnej rzeczywistości. Akcja jest dość szybka, nie dostaniemy tutaj długich opisów czy uzewnętrznień bohaterów spisanych na kilkaset stron. Książka wprowadza nas w akcję, której punktu kulminacyjnego, niestety dość łatwo możemy się domyślić, nie jest on zaskakujący czy niemożliwy do przewidzenia, jest dość typowy dla książek z gatunku, który reprezentuje. 

Postać Parka była moim zdaniem wykreowana dużo staranniej niż postać Eleonory. Miałam momenty, w których nie potrafiłam zrozumieć zachowania bohaterki, irytowało mnie do tego stopnia, że miałam ochotę mocno nią potrząsnąć, żeby wreszcie wzięła się w garść i zrobiła cokolwiek ze swoim życiem. Czasem miałam wrażenie jakby jej świat odbiegał od świata innych bohaterów, a jej światopogląd był dość mocno wypaczony. Postać Parka jest dość neutralna. Jego zachowanie dużo łatwiej zrozumieć i wytłumaczyć, kieruje się prostymi zasadami oraz logiką, przez co może reprezentować większość młodych ludzi. Warto zwrócić uwagę, że autorka tworząc kreacje bohaterów dużą wagę postawiła na ich inność. Każde z nich jest na swój sposób różne, odbiega od normy, ale mimo to, jest podobne do nastolatka - czytelnika. Dzięki temu jest on w stanie lepiej zrozumieć przedstawioną historię i odnieść ją do samego siebie. 

Dużym minusem powieści jest jej zakończenie. Nie chciałabym tu spoilerować, ale osoby które czytały książkę proszę o komentarz, czy was też tak zirytował zabieg jakiego dokonała autorka? Ja jestem osobą, która nienawidzi zakończeń otwartych i krew mnie zalewa kiedy kolejny raz czytam książkę która pozostawia historię zupełnie otwartą i niedokończoną! Mimo to, książka porusza ważny temat odmienności, akceptacji samego siebie, szukania własnego "ja" wśród tysiąca innych. Ważny jest również motyw rodziny, jej braku i poczucia przynależności do kogoś kto całkowicie nas wyniszcza. 

Podsumowując książka nie była zła, ale również nie jest to pozycja do której chciałabym kiedyś wrócić. Wydaje mi się, że młodsze nastolatki lepiej odnajdą się w tej historii ponieważ to głównie do nich kierowane są słowa autorki. Historia potrafi chwycić za serce i pozwala uśmiechnąć się myśląc o tym, że gdzieś na świecie jest osoba, która mimo różnic potrafi nas idealnie dopełnić. 

Tytuł: "Eleonora i Park"
Autor: Rainbow Rowell
Ilość stron: 340 
Wydawnictwo: Otwarte
Kategoria: literatura młodzieżowa 
Ocena: 6/10 
W książkowym ogniu pytań - wielki książkowy wywiad z blogerami i vlogerami książkowymi edycja 2!

W książkowym ogniu pytań - wielki książkowy wywiad z blogerami i vlogerami książkowymi edycja 2!



Ogromnie mnie to cieszy, że aż tak wiele osób zgłosiło się do akcji i mogę wam udostępniać tego typu posty aż dwa razy w tygodniu! 
Dzisiaj odpowiedzi zgodziła się udzielić Smooky! Mam nadzieję, że dobrze się przy tym bawiłaś :)


W książkowym ogniu pytań! - Smooky!

Przykładowe pytanie: Harry zadaje takie pytanie Dumbledorowi w jednej z części serii
„Niech mi pan powie jeszcze tylko jedno – odezwał się Harry. – Czy to dzieje się naprawdę, czy tylko w mojej głowie?”
I to jest również pytanie kierowane do każdego uczestnika, interpretacja jest dowolna, można je odnieść do siebie, dowolnej książki, filozofować czy odnosić do samego Harry'ego. Jak tylko masz ochotę, wyobraźcie sobie, że bohater kieruje pytanie zamiast do Dumbledora to do was.


1.  Czy jest coś piękniejszego na świecie od liter?
Cornelia Funke „Atramentowe serce”
Piękno to pojęcie subiektywne. Tak naprawdę każdy postrzega piękno inaczej i widzi je w różnych rzeczach. Dla jednych to drogocenne dzieło sztuki brylujące na wystawie jakiejś galerii, dla innych spektakl w teatrze, czy emocje towarzyszące mu podczas oglądania sztuki baletowej. Są też tacy, którzy za piękno uważają pustą polanę skąpaną w wiosennym słońcu, czy ślady dziecięcych bosych stóp na piasku. Faktem natomiast jest, że gdyby litery nie istniały wiele z tych niesamowitych momentów życia nigdy nie zostałoby uwiecznionych. Pamięć ludzka jest zawodna, wspomnienia wraz z upływem czasu się zacierają, ale słowo pisane pozostanie niemal wieczne. W powieściach, w pamiętnikach, w listach. Pięknem należy się dzielić, litery w jakimś stopniu na to pozwalają.

2. - Bądźcie szaleni, ale zachowujcie się jak normalni ludzie. Podejmijcie ryzyko bycia odmiennymi, ale nauczcie się to robić, nie zwracając na siebie uwagi. A teraz skupcie się na tej róży i pozwólcie, by objawiło się wasze prawdziwe JA.
- Co to jest prawdziwe JA?
Na ile jest sprawą ciała, a na ile umysłu?
Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia?

Paulo Coelho „Weronika postanawia umrzeć”
To, coś co siedzi głęboko we wnętrzu każdego człowieka. Ukryte, skrępowane i zahukane. Coś czemu nie pozwalamy wydostać się na powierzchnię w obawie przed tym, co powiedzą ludzie. To prawdziwi my, wolne ptaki, które czując wiatr mogą swobodnie rozpostrzeć skrzydła, a nie utkane z oczekiwań, narzuconych z góry zachowań i zasad dobrego wychowania, marne podobizny trzymane w ładnych klatkach. To nieograniczane niczym marzenia, niepohamowane pragnienia i ludzkie ochoty, by się nie wahać i próbować. To robienie tego, czego się chce i mówienie tego, co się myśli bez oglądania się na innych, na to co wypada, a co nie.

3. Czy szaleniec wie, że jest szaleńcem?
Carlos Ruiz Zafón „Cień wiatru”
Myślę, że szaleniec wcale nie jest szaleńcem. Nazywany jest szaleńcem tylko dlatego, że inni przykleili mu taką łatkę. To po prostu człowiek inteligentny, taki który ma odwagę próbować nowych rzeczy, który się nie ogranicza i nie daje się zaszufladkować. Wychodzi poza sztywne ramy, nie powiela uklepanych schematów, nie dusi w sobie śmiechu, gdy coś go rozbawi i nie boi się dać upust swojej frustracji, gdy coś go zezłości. Gada, gdy czuje, że ma coś do powiedzenia i milczy, gdy ma ochotę zostać sam ze sobą i pomyśleć. Jest nieprzewidywalny i dlatego określany szaleńcem. Bo ludzie są stworzeniami stadnymi, idą za tłumem, czasem nie zastanawiając się przy tym dlaczego. Nie lubią odmienności, nie akceptują swobody i zachowań, które wykraczają poza odgórnie narzucone normy. Zatem szaleniec wcale nie jest szaleńcem, to człowiek, któremu powinniśmy zazdrościć.

4. - Chodzi o to, że należy trzymać się blisko przyjaciół, a wrogów jeszcze bliżej?
Cassandra Clare „Miasto Upadłych Aniołów”
Chodzi o to, by żyć w taki sposób, który nie przysporzy nam wrogów. Szanować innych ludzi, ale szanować również siebie, a jeśli już przez nasze drzwi wedrze się jakiś antagonista, oddzielić się od niego grubą kreską i pójść dalej. Życie jest zbyt krótkie, by marnować je na coś, co nie wnosi do niego nic wartościowego.

5. Bądź tak uprzejmy i spróbuj przemyśleć następujący problem - na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? Przecież cienie rzucają przedmioty i ludzie. Oto cień mojej szpady. Ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. A może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać niezmąconą światłością?
Michaił Bułhakow „Mistrz i Małgorzata”
Trzeba zaakceptować cienie, by móc w pełni cieszyć się i docenić światło.

6. - Przez wszystkie te tysiąclecia ludziom nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość. Na ile jest sprawą ciała, a na ile umysłu?
Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia?
Stephenie Meyer „Intruz”

Miłość nie jest czymś, co należy analizować. Nie chodzi o to, by rozkładać ją na czynniki pierwsze, dociekać, albo się nad nią zastanawiać, wciąż zadając pytania, które nigdy nie znajdą jednoznacznej odpowiedzi. Miłość nie jest zagadką do rozwiązania. Miłość jest sekretem do smakowania.

Ogromnie dziękuję za tak wspaniałe odpowiedzi i zapraszam na kolejną odsłonę akcji, która już niebawem! :)

Amerykański sen czy koszmar? - recenzja Drobinki nieśmiertelności Jakub Ćwiek

Amerykański sen czy koszmar? - recenzja Drobinki nieśmiertelności Jakub Ćwiek



O Jakubie Ćwieku słyszałam bardzo dużo pochlebnych opinii. Z tego co udało mi się wyczytać z recenzji blogerów jest to jeden z bardziej poczytnych, polskich autorów, którego książki pochłania się w jednej chwili. Postanowiłam więc nie wahać się ani chwili dłużej i jak tylko nadarzyła się okazja sięgnęłam po książkę Jakuba Ćwieka, aby sama się przekonać o co tak naprawdę tyle szumu. Zawsze staram się dawać szansę polskim autorom, a tym razem po lekturze miałam ogromną zagwozdkę co powinnam sądzić o najnowszej książce autora. 

Książka "Drobinki nieśmiertelności" to zbiór historii, do których napisania zainspirowała autora podróż po Stanach Zjednoczonych. Każda opowieść jest zupełnie inna, porusza różne, odmienne kwestie, a co najważniejsze pokazuje, że każda historia ma swoją własną, często niezauważalną dla zwykłego człowieka, inspirację. 

Tak naprawdę bardzo ciężko mi napisać cokolwiek o tej pozycji. Przede wszystkim moim zdaniem opowiadania są dość nierówne i to wpływa na ogólną ocenę całego zbioru. Niektóre podobały mi się niesamowicie, byłam w stanie poczuć klimat amerykańskiego snu, miałam wrażenie, że wędruje razem z autorem i sama doświadczam poszczególnych inspiracji. Jednak nie zawsze tak było, część z opowiadań, mówiąc kolokwialnie spłynęła po mnie jak po kaczce. Nie obeszły mnie zupełnie, nie wywołały żadnych emocji. Tak naprawdę byłabym nawet bardziej zadowolona gdyby wcale ich nie było, dzięki temu przynajmniej zaoszczędziłabym odrobinę czasu.

Mimo tego, że kilka opowiadań mi się nie podobało, potrafię zrozumieć zachwyt nad twórczością autora. Styl pisania pozwala na stworzenie więzi pomiędzy bohaterami, a czytelnikiem co jest ogromnym plusem przy grubszych powieściach. Dodatkowo w "Drobinkach nieśmiertelności" autor pokazuje nam na tacy, co tak naprawdę może inspirować artystę. Może to być jedno słowo, osoba lub gest, a w głowie twórcy powstaje już coś niesamowitego. Czytając opowiadania miałam wrażenie, że wrażliwość i wyobraźnia autora jest bezdenna, jednak nie jest on w stanie pokazać jej w stu procentach w tak krótkiej formie. Mam wrażenie, że jego inne powieści, w których mogłabym zżyć się z bohaterami przypadłyby mi do gustu zdecydowanie bardziej. 

Jestem pewna, że sięgnę jeszcze po inne książki Jakuba Ćwieka, jest to autor na którego warto zwrócić uwagę. Uważam, że bardzo dobrze zrobiłam zaczynając swoją przygodę z tym autorem właśnie od "Drobinek nieśmiertelności", pozwoliło mi to zrozumieć, że autor jest w stanie przekazać w swoich utworach niesamowicie dużo i moim zadaniem jest odkryć co tak naprawdę skrywa się za jego innymi inspiracjami. Myślę, że opowiadania spodobają się w szczególności fanom autora i osobą, które uwielbiają i marzą o wycieczce do Stanów Zjednoczonych!


Tytuł: "Drobinki nieśmiertelności" 
Autor: Jakub Ćwiek 
Ilość stron: 320 
Wydawnictwo: SQN
Kategoria: literatura polska/opowiadanie 
Ocena: 6,5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję stronie Czytam Pierwszy!
W książkowym ogniu pytań - wielki książkowy wywiad z blogerami i vlogerami książkowymi edycja 2!

W książkowym ogniu pytań - wielki książkowy wywiad z blogerami i vlogerami książkowymi edycja 2!



W dzisiejszej odsłonie naszej akcji (już trzeciej w drugiej edycji!) chciałabym wam przedstawić odpowiedzi udzielone przez przekochaną Kitty z bloga Biblioteczka ciekawych książek!

Ogromnie się cieszę, że chciała odpowiedzieć na książkowe pytania i mam nadzieję, że dobrze się przy tym bawiła mimo tego, że nie czytała żadnej książki, które zadawały jej pytania!



W książkowym ogniu pytań! - Kitty z Biblioteczki ciekawych książek!

Przykładowe pytanie: Harry zadaje takie pytanie Dumbledorowi w jednej z części serii
„Niech mi pan powie jeszcze tylko jedno – odezwał się Harry. – Czy to dzieje się naprawdę, czy tylko w mojej głowie?”
I to jest również pytanie kierowane do każdego uczestnika, interpretacja jest dowolna, można je odnieść do siebie, dowolnej książki, filozofować czy odnosić do samego Harry'ego. Jak tylko masz ochotę, wyobraźcie sobie, że bohater kieruje pytanie zamiast do Dumbledora to do was.

1. Jak można nienawidzić naprawdę własnej twarzy?
Mario Lunetta „Czerwona ręka”

Zadać takie pytanie narcyzowi, to zająć go na kilka godzin rozmyślaniami :D Sądzę, że trzeba być naprawdę zakompleksionym człowiekiem, aby nienawidzić własnej twarzy. Wiadomo, że nikt nie jest idealny, można w sobie czegoś nie lubić, ale jednak lepiej to zaakceptować, bo to w końcu część nas. Ewentualnie (Kitty filozofuje) chodzi może o twarz jako oblicze, które pokazujemy innym. Będąc wtedy wredną świnią, można nienawidzić swojej metaforycznej twarzy.


2. Ale jakże właściwie miałby spotkać na swej drodze miłość, żyjąc na drzewach?
Italo Calvino „Baron drzewołaz”

Nie czytałam książki, nawet nie wiem, o czym jest, ale polecam sobie tę miłość upolować. Jakaś zasadzka, porwanie – w Pięknej i Bestii się udało z porwaniem :D


3. Dlaczego ja? To tradycyjne pytanie, gdy zdarza się nieszczęście, gdy człowiek ma wrażenie, że jest jego jedyną ofiarą.
Karine Giébel „Tylko cień”

Jak to było napisane w Szamance od umarlaków: „Ida miała pecha. A właściwie to Pech miał Idę”. Może warto więc przekupić swój Pech aby nie zacierał tak zachłannie łapek? A może zwyczajnie lepiej zastanowić się, jak wybrnąć z sytuacji, ponieważ gdybaniem nic się niw wskórany. Dlaczego ty? Uwierz, że nie tylko ty zadajesz sobie teraz to pytanie.

4. -A jeśli będzie się opierał?- spytała Kartytrine.

Jo Nesbø „Pragnienie”

Ohoho, wyjdzie ze mnie sadystka :D Ciekawa jestem, do czego odnosi się to w książce. Moje odpowiedź brzmi: Trzeba go będzie zmusić. Jeśli nie zadziała siła perswazji kobiecych wdzięków, patelnia przez łeb to też świetne rozwiązanie! Ewentualnie można gościa spić w trupa :D



5. - Zachcianka tak niewinna...Mógłby pan zdobyć się na jakiś inny nałóg, bardziej grzeszny, nie sądzi pan?

Mario Lunetta „Czerwona ręka”

Nie sądzę, aby słodycze były niewinną zachcianką. Mało grzeszne? Ileż to ma kalorii! :D To grzech pożerać słodycze kilogramami! :D


6. Czy jesteś, Piękno, z nieba czy też z piekła rodem?

Charles Pierre Baudelaire „Kwiaty zła”


Osobiście uważam, że gdybym jako ateistka przyjęła koncepcję piekła i nieba, Piękno zdecydowanie pochodziłoby z czeluści piekielnych. W końcu to piękne kobiety sprawiają więcej problemów, bo faceci są o nie non stop zazdrośni. To piękne kobiety wykorzystują ten dar losu, aby dostać to, czego chcą.

Jeszcze raz dziękuję Kitty za odpowiedzi i do zobaczenia w kolejnej odsłonie! :)
-PRZEDPREMIEROWO!- Wszyscy kogoś potrzebujemy. - recenzja książki Najlepszy powód by żyć Augusty Docher

-PRZEDPREMIEROWO!- Wszyscy kogoś potrzebujemy. - recenzja książki Najlepszy powód by żyć Augusty Docher



Wszyscy kogoś potrzebujemy.

Kiedy dostałam wiadomość od wydawnictwa czy chciałabym zrecenzować przedpremierowo nową książkę Augusty Docher nie byłam przekonana. Myślałam nad tym czy aby jestem odpowiednią osobą, która powinna mówić o książkach tego typu. Jak pewnie wiecie nie do końca lubię romanse czy typowe książki young/new adult, zazwyczaj po lekturze jestem zawiedziona, zła, że ponownie dałam szansę książce, która zupełnie nie spełniła moich oczekiwań. Tym razem jednak postanowiłam, że spróbuję i nie mając żadnych szczególnych oczekiwań co do lektury wzięłam się za czytanie "Najlepszego powodu być żyć" i muszę przyznać, że dość miło mnie ona zaskoczyła. 

Książka opowiada historię młodej dziewczyny, która w swoim życiu przeszłą przez piekło. Ponad połowa jej ciała została poparzona w skutek nieszczęśliwego wypadku, ale to nie obrażenia zewnętrzne są najgorsze. Psychika Dominiki jest w jeszcze gorszym stanie niż jej ciało, aż do momentu w którym na jej drodze staje ambitny lekarz wraz ze swoim bratem Marcelem. Czy Marcelowi uda się zapełnić pustkę w sercu dziewczyny? A może to ona będzie dla niego kluczem do drzwi, które pozwolą mu zupełnie nowe życie? 

Na początku muszę powiedzieć, że książka nie jest wcale niczym odkrywczym i już od prawie samego początku jesteśmy w stanie przewidzieć jakie będzie zakończenie. Jest to typowa, schematyczna powieść, powielająca schematy swojego gatunku. Jednak, co dziwne, bardzo dobrze bawiłam się przy lekturze! Język pani Augusty jest niesamowicie prosty i lekki. Czytając książkę miałam wrażenie, że rozmawiam z kumplem z osiedla albo siedzę na ławce pod blokiem i plotkuję z koleżankami. Dla mnie jest to ogromny plus, jednak jestem pewna, że dla części osób może być to jednak wada. Nie warto doszukiwać się tutaj górnolotnych czy literackich sformułowań. Dostajemy za to mnóstwo slangu, słów pochodzących z typowej mowy potocznej, która jest charakterystyczna dla młodych ludzi do których książka jest skierowana. Kolejnym plusem powieści jest to, że losy naszych bohaterów poznajemy z różnych perspektyw. Z narracji Dominiki dowiadujemy się co dzieje się teraz, ale również jak wyglądało jej życie przed tym jak poznała Marcela. Wszystko dopełnia również perspektywa ukochanego Dominiki, który uzupełnia to co dzieje się teraz, swoimi spostrzeżeniami oraz odczuciami, które pozwalają czytelnikowi na stworzenie pełniejszego i lepszego obrazu życia bohaterów. Dzięki temu czytelnik lepiej rozumie ich motywy, działania i decyzje jakie podejmują. 

Jeśli chodzi o bohaterów są oni po prostu "zwyczajni". To żadni superbohaterowie czy wyidealizowani ludzie bez wad. Zarówno Marcel, jak i Dominika mają swoje za uszami i czytelnik wie to już od samego początku. Mam wrażenie, że książkę czytało mi się tak dobrze ze względu na ogromną dawkę humoru jaka jest zamknięta pomiędzy stronicami. Zwłaszcza na rozdziałach, których narratorem był Marcel, potrafiłam zaśmiewać się w głos. Możecie mi wierzyć, ale właśnie dzięki tak prostemu językowi, jego postrzeganiu świata oraz poczuciu humoru autorki miałam uśmiech na twarzy przez większą część lektury. Jednak nie pomyślcie, że jest to książka wesoła. Pod fasadą wesołości poruszany jest ogromnie trudny temat akceptacji samego siebie, chęci bliskości i pustki jaką pozostawiają po sobie ważne dla nas osoby. Dodatkowo autorka porusza temat rodzicielstwa i relacji jakie tworzą się pomiędzy dzieckiem, a rodzicami. Pokazuje, że czasem rzeczy, które wydają się makabryczne, które całkowicie niszczą nasze życie potrafimy wybaczyć tłumacząc je miłością i przywiązaniem do danej osoby, a rzeczy z pozoru łatwe do wybaczenia, lżejszego kalibru tkwią w naszych sercach i potrafią zniszczyć nawet najsilniejsze relacje.

Książka nie jest jednak idealna i ma jednak swoje wady. Przede wszystkim relacja Marcela i Dominiki rozwija się zbyt szybko. Nie jestem w stanie uwierzyć, że w realnym świecie po kilku czy kilkunastu dniach znajomości dwoje bardzo młodych ludzi zamieszkałoby wspólnie. Nie potrafię zrozumieć tego, że Dominika w żaden sposób nie bała się czy nie była zaskoczona zachowaniem Marcela. Tak naprawdę wcale go nie znała, a ufała mu prawie, że bezgranicznie. Kolejny minus również jest związany z zachowaniem głównej bohaterki. Jej relacja z ojcem jest moim zdaniem nakreślona w bardzo piękny sposób, jednak dziwne jest dla mnie to, że nie miała najmniejszych pretensji czy wyrzutów za to co zrobił jej ojciec. Rozumiem, że był dla niej najważniejszy i potrafiłaby mu wybaczyć wszystko, jednak zawsze są jakieś granice, których nie powinniśmy przekroczyć. Dodatkowo książka jest dość schematyczna, a motyw miłosny prosty i oklepany, więc książka nie przypadnie do gustu osobom, które szukają czegoś nowego oraz liczą na jakiekolwiek zaskoczenie w trakcie lektury.

Książkę czytało mi się dość dobrze, była to bardzo przyjemna lektura, którą można połknąć na jeden raz. Niestety ma kilka błędów logicznych, które są dla mnie bardzo rażące i niestety wpływają na ogólną ocenę książki. Dużym plusem jest ogromny humor, który przeplata się z tragedią i dramatem głównych bohaterów. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, ciepłego, jesteście fanami romansów oraz książek dla młodzieży, w których pierwsze skrzypce gra wzajemna relacja dwójki zagubionych, młodych ludzi, którzy wzajemną miłością potrafią odmienić swoje życie to książka jest jak najbardziej dla was! Ja bawiłam się przy niej bardzo dobrze i zdecydowanie nie żałuję, że udało mi się po nią sięgnąć! 



Tytuł: "Najlepszy powód by żyć"
Autor: Augusta Docher 
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Znak 
Kategoria: literatura młodzieżowa 
Ocena: 6,5/10 


Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję wydawnictwu Znak! :)
Copyright © 2014 Poczytajmy coś ! , Blogger